Bloczki parafinowe - wyniki DNA niejednoznaczne
#1
Witam, 
Proszę o pomoc, opinie, cokolwiek co pomoże mi zebrać myśli. 
Poroniłam w lutym, wiek malenstwa był oznaczony na 13 tc, więc szpital nie wydał karty martwego urodzenia, żądając badań płci i tu zaczyna się mój problem.  Poprosiłam o badanie DNA przed lyzeczkowaniem, w piątek wieczorem. Szpital wysłał cały materiał razem z ciałem dziecka do laboratorium w poniedziałek,  byłam tam i opłaciłam badanie. Po czterech tygodniach dostałam telefon, że jest wynik histopatologiczny i można odebrać ciało do pochówku  (abstrahując doznalam szoku kiedy odebralam wiaderko ze wszystkim, cialem i resztkami poronienia) i od tego dnia będzie liczony czas 28 dni na wyniki testów płci. Teraz dostałam wyniki z informacją, że wynik jest niejednoznaczny, ze względu na zanieczyszczenie bloczka. No właśnie,  nikt mnie nie poinformował, że szpital wkłada cały materiał poronny i dziecko do formaldehydu, że laboratorium najpierw zrobi histopatologie i poda bloczek do pracowni genetycznej, a ta ze względu na uszkodzenie materialu (4 tygodnie w formaldehydzie) nie będzie w stanie przeprowadzic badania.
Kogo mam obwiniać? Szpital, który nie ma lodówki do przechowywania próbek w soli fizjologicznej, laboratorium,  które wzięło kasę, byc moze zle spreparowalo bloczek i 8 tygodni zwodziło mnie,
Czy siebie, że po prostu o to wszystko nie dopytalam... proszę o poradę bo czuje się oszukana i nie wiem czy wszczynac procedure reklamacji laboratorium, nie chodzi o kasę ale właśnie o to poczucie niesprawiedliwosci, przy tych wszystkich uczuciach zalu po stracie dochodzi jeszcze świadomość że już nigdy nie będę miała możliwości zrobienia badań genetycznych DNA...
Odpowiedz
#2
Karo, na pytanie czy składać reklamację, to niestety musisz sama zdecydować. Co do zanieczyszczenia materiału też miałam taką sytuację. Położne zalały szczątki formaliną. Wysyłałam bloczek do Poznania do genesis, tam powiedziano, że będzie trudno oznaczyć płeć i że jeśli wyjdzie żeńska, to nie będzie 100% pewności ze względu na zniszczenie materiału. Po dłuższym czasie udało się, a że płeć okazała się męska nie było wątpliwości.
Bardzo współczuję dodatkowych trudnych przejść...
Odpowiedz
#3
(Mon, 26 Marca 2018, 22:49:54)Karo napisał(a): Witam, 
Proszę o pomoc, opinie, cokolwiek co pomoże mi zebrać myśli. 
Poroniłam w lutym, wiek malenstwa był oznaczony na 13 tc, więc szpital nie wydał karty martwego urodzenia, żądając badań płci i tu zaczyna się mój problem.  Poprosiłam o badanie DNA przed lyzeczkowaniem, w piątek wieczorem. Szpital wysłał cały materiał razem z ciałem dziecka do laboratorium w poniedziałek,  byłam tam i opłaciłam badanie. Po czterech tygodniach dostałam telefon, że jest wynik histopatologiczny i można odebrać ciało do pochówku  (abstrahując doznalam szoku kiedy odebralam wiaderko ze wszystkim, cialem i resztkami poronienia) i od tego dnia będzie liczony czas 28 dni na wyniki testów płci. Teraz dostałam wyniki z informacją, że wynik jest niejednoznaczny, ze względu na zanieczyszczenie bloczka. No właśnie,  nikt mnie nie poinformował, że szpital wkłada cały materiał poronny i dziecko do formaldehydu, że laboratorium najpierw zrobi histopatologie i poda bloczek do pracowni genetycznej, a ta ze względu na uszkodzenie materialu (4 tygodnie w formaldehydzie) nie będzie w stanie przeprowadzic badania.
Kogo mam obwiniać? Szpital, który nie ma lodówki do przechowywania próbek w soli fizjologicznej, laboratorium,  które wzięło kasę, byc moze zle spreparowalo bloczek i 8 tygodni zwodziło mnie,
Czy siebie, że po prostu o to wszystko nie dopytalam... proszę o poradę bo czuje się oszukana i nie wiem czy wszczynac procedure reklamacji laboratorium, nie chodzi o kasę ale właśnie o to poczucie niesprawiedliwosci, przy tych wszystkich uczuciach zalu po stracie dochodzi jeszcze świadomość że już nigdy nie będę miała możliwości zrobienia badań genetycznych DNA...

Cześć Karo. Powiedz mi proszę jak potoczyła się Twoja historia. Ja dowiedziałam się o martwej ciąży w 12 tc. Poroniłam w szpitalu, roniąc wszystko do szpitalnego naczynia (dziecko, doczesną, mnóstwo skrzepów itp). Dostałam informację ze szpitala, że wydaliłam całe jajo płodowe i "materiał" został zabezpieczony do badan histopatologicznych i genetycznych. Próbkę do badań genetycznych wydaną mi przez szpital (fiolka z roztworem soli fizjologicznej) dostarczyłam do genetyka samodzielne i od niego dowiedziałam się, że szpital nie pobrał tkanek dziecka, tylko mały fragment mojej doczesnej i moje skrzepy krwi. Wynik badania genetycznego byłby jednoznaczny - płeć żeńska (moja), przyczyna poronienia - nieznana. Po zwróceniu się do szpitala o dodatkową próbkę uzyskałam informację, że wszystko zostało zalane formaliną i że generalnie skąd oni mają wiedzieć które tkanki są dziecka a które moje (skandal! w szpitalu o najlepszej opinii, przy całkowitym poronieniu!). Genetyk ocenił, że może (może) byłby w stanie ustalić płeć bo DNA zostało już na pewno zniszczone w dużym stopniu i że już nigdy się nie dowiem czy dziecko umarło z powodu wady genetycznej. Czy podpowiesz mi czy coś się da zrobić w takiej sytuacji?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości