Cp mam zrobić, nikt nam nie powiedział że możemy pochować nasze dziecko
#76
Brak mi słów...
Nikt z rodziny nie pamiętał o naszej Tamarze. W ich świadomości ona nigdy nie istniała, bo nie tylko była tak chora, ale i tak mała. No tak. Raptem 20 tydzień ciąży. Przecież dla większości to jeszcze nie dziecko.
To Wy jestecie moją rodziną, bo wszystkie pamiętałyście o zapaleniu wirtualnego światełka, a to już wielki gest dla naszych dzieci.

Tylko Jacek i ja opłakiwaliśmy dzisiaj odejście naszej upragnionej Tamarki. Tylko my. I choć obydwoje mieliśmy na skypie umieszczony opis wyraźnie przypominający jaki dzisiaj jest dzień, to przysłowiowy pies z kulawą nogą nie odezwał się do nas, unikając naszego towarzystwa i nie daj Panie Boże dialogu...

A czasem wystarczy niewielki gest..

Dziękuję Wam za obecność w tak ciężkim dla mnie dniu.
Odpowiedz
#77
Beatko, wiesz, że byliśmy dziś z Wami, tak jak czułam Wasze wsparcie dla nas - po naszej ceremoni poszliśmy z mężem na grób Tamary.

Dziękuję za okazane mi zrozumienie i pomoc, bez tego nie wiem jak byłabym w stanie załatwić wszystkie formalności i godnie pochować synka.
Odpowiedz
#78
czy wiecie może do kiedy można zmienić decyzje o pochowaniu dzidziusia
Odpowiedz
#79
NAJGORSZE CO MNIE BOLI ŻE WTEDY NIE MYŚLĄC RACJONALNIE PODPISAŁAM ZGODE NA SPALENIE
Odpowiedz
#80
edytakoko

to zalezy od szpitala, czasami nawet i kilka tygodni dziecko moze byc w szpitalnej \'lodowce\'. Zloz w poniedzialek z rana podanie, napisz, ze pod wplywem szoku nie wiedzialas, co podpisujesz.
Jesli nie zaproponowano Ci pomocy psychologa w szpitalu, to mozesz w pismie sie spytac, czy w szpitalu pracuje psycholog i dlaczego informacja o nim do Ciebie nie dotarla.

Powodzenia.
Monika
Odpowiedz
#81
DZIĘKI ALE Z TEGO CO NAM POWIEDZIAŁA POŁOŻNA TO ŻE MUSIMY SZYBKO PODPISAĆ BO ONA DŁUŻEJ TEGO NIE MOŻE TRZYMAĆ NA ODDZIELE TYLKO PRZEKAZAĆ DALEJ I NIE MAM POJĘCIA CZY COŚ UDA MI SIĘ Z TYM ZROBIĆ A BOJĘ SIĘ ZAPYTAĆ CZY JESZCZE JEST MÓJ DZIDZIUŚ CZY JUŻ NIE BO JAK MI POWIEDZĄ ŻE JUŻ PO WSZYSTKIM TO NA NOWO PRZEŻYJĘ SZOK
Odpowiedz
#82
Jesli nie bedzie go na odziale ginekologicznym, to pewnie przekazali do oddzialu patomorfologii (do badan), to tylko tydzien czasu. Jest b. duze prawdopodobienstwo, ze Twoje dziecko jest jeszcze w szpitalu.

Edytko, wiem, ze brak sil, ale dzwon, gdzie sie da. Jesli masz wsparcie meza/partnera w tej sprawie, to popros, moze on zadzwoni, z doswiadczenia wiem, ze personel medyczny zupelnie inaczej slucha glosu meskiego.

Jesli nie on, to moze masz jakas przyjaciolke bardziej wygadana, ktora zadzwoni za ciebie lub pojdzie z toba do szpitala.

W poniedzialek z samego rana staw sie w szpitalu i zloz podanie, dla pewnosci mozesz wyslac fax (na poczcie jest mozliwosc wysylania faksow) do szpitala.
Nie poddawaj sie tak szybko. I nie sluchaj tego, co mowia lekarze, ze nie masz prawa. Niestety wiekszosc personelu w kwesti pochowku czy rejestracji dziecka posiada bardzo fragmentaryczna wiedze.

Zajrzyj do dzialu Grupy Wsparcia (w WArto wiedziec), moze jestes z ktoregos z tych miast, to sie znajdzie chetna dusza, zeby ci pomoc.

Monika
Odpowiedz
#83
A ja się zastanawiam, czy po 2,5 roku po poronieniu można rejestrować dziecko? Komuś się udało?
Odpowiedz
#84
Inko kochana,

domyslam sie, co Ci chodzi po glowie i... rozumiem.

Twoje ukochane Dziecko zaistnialo fizycznie na chwile i na zawsze w Twoim sercu, takze dla nas jest Ono realne. Wiem, jak to boli, gdy otoczenie \'nie widzi\' dziecka, ktorego nie ma :?

O mozliwosci pochowania dowiedzialam sie 2.5 mca po drugim poronieniu. List z MZ potwierdzajacy prawo do pochowku i rejestracji przyszedl w listopadzie 2004, ale jeszcze wtedy nie wierzylam w to, co tam jest napisane, Zaneta mowila, ze udalo jej sie zarejestrowac, pochowac dzieci, ale ja nadal nie wierzylam, ze jest to w ogole mozliwe... Dopiero przyklad Uli i Kamila pokazal, ze mozna. Po nich byly nastepne osoby...

Czasami mnie kusi - wysle pismo do szpitala, mam potrzebna wiedze... dam rade... i rezygnuje. Nie wiem do konca, czy rzeczywiscie mam sily na to. W jakims sensie kazde zarejestrowane czy pochowane dziecko osob z tej strony lub osob, ktore tutaj znalazly informacje to jest moj/nasz maly sukces, poniekad ich rejestracja jest rejestracja moich dzieci, tak to jakos w glebi serca odbieram.

Drugi powod, dla ktorego tego nie robie jest taki, ze szkoda mi energii na rejestracje moich dzieci, skoro tyle rzeczy jest do zrobienia.

I trzeci - jesli powiedzmy 100 osob stad zacznie wysylac listy do MZ z prosba o wsparcie, to skonczy sie tak, ze MZ zrobi wszystko, aby rejestracje dzieci zmarlych przed 22 tc zlikwidowac. MZ nadalnas olewa i nie odpowiada na nasze listy. Podobnie MSWiA - pewnie za obopolna wiedza i zgoda. I tylko boje sie, ze choc milcza, to i tak robia cos, zeby rejestracje zlikwidowac.

Mysle, ze lepiej wysilki skierowac na to, zeby do wszystkich dotarla prawidlowa informacja nt stanu prawnego (ulotki, broszurki, konferencje), wtedy zrobi sie cos dla innych i uda sie zarejestrowac wiecej dzieci.

Twoje pragnienia rozumiem, naprawde rozumiem...

Jest to moje zdanie, z ktorym oczywiscie nie trzeba sie zgadzac. Wink
Monika
Odpowiedz
#85
Cytat:[autor cytatu=wuchowa]
W jakims sensie kazde zarejestrowane czy pochowane dziecko osob z tej strony lub osob, ktore tutaj znalazly informacje to jest moj/nasz maly sukces, poniekad ich rejestracja jest rejestracja moich dzieci, tak to jakos w glebi serca odbieram.

Jakiś czas temu odezwał się do mnie mąż kobietki, która poroniła w 14 tc., był bardzo poźny wieczór, a ja wyszukiwałam mu informacje na stronie, wymieniałam się mailami z jedną z dziewczyn, następnego dnia znów gg, telefony... i udało się... wywalczył prawo do rejetracji i pochówku!!!

Byłam taka dumna i szczęśliwa, że im się udało! Że mieli siłę! Że trafili na naszą stronę w czasie!

Ja cały czasnie mogę się pogodzić, żę nie zrobiłam nic, że nie miałam siły... Wówczas na nic, na wydobycie ciałka z toalety, na rejestrację, pochówek, na dalsze życie...
Nie wiem czy i teraz mam siłę iść do tamtego szpitala, sprzeczać się i walczyć z tamtymi ludźmi (i tak nawalczyłam się z nimi o dokumentację na temat zabiegu i przebiegu leczenia - do tej pory nie uzyskałam kart z leczenia prywatnego, bo mój lekarz stwierdził, że jestem jakaś \"porąbana\" ), narażać siebie i moje dziecko na wyśmianie, ironię... nie wiem, czybym to zniosła, mimo, że minęlo tyle czasu, nie potrafię się chyba zdystansować...
Od jakiegoś czasu, gdy mąż widzi, że płaczę, że chodzę zapalać znicze na pobliskim cmentarzu, zaproponował, żeby na grobie kogoś z bliskich zamontować tabliczkę z imieniem dziecka (wybrałam Maria) i datą zabiegu (a właściwie tego nieszczęsnego porodu w toalecie)... kocham go za te słowa najbardziej na świecie!

Dziękuję Ci za te słowa, że moje dziecko istnieje w Waszej świadomości, to dla mnie bardzo ważne...

...nie mogę, znów płaczę....
Odpowiedz
#86
DZIĘKUJĘ ZA SŁOWA OTUCHY POCISZENIA I POMOCY CZYTAJĄC WASZE SŁOWA NIE MOGĘ POWSTRZYMAĆ ŁEZ INKA Z TEGO CO WIEM TO ZGŁOSZENIE DO URZĘDU POWINNO NASTĄPIĆ W CIĄGU TRZECH DNI ALE ROZMAWIALIŚMY Z KIEROWNICZKĄ URZĘDU I POWIEDZIAŁA ŻE NIE MA ŻADNEJ KARY ZA SPÓŹNIONĄ REJESTRACJĘ MUSIAŁABYŚ ZAPYTAĆ W USC CZY JEST TAKA MOŻLIWOŚĆ A PÓŹNIEJ DOPIERO ZWRÓCIĆ SIĘ DO SZPITALA MOŻESZ SPRÓBOWAĆ
Odpowiedz
#87
Inko, nasze Dzieciatka zawsze beda zyly w naszych sercach i umyslach i tego nam juz nikt nie odbierze,
moj Maluszek tez nie ma grobu, znalazlam sobie grobik 2,5 letniego chlopczyka, taki opuszczony i tam swiece swieczki dla obu chlopcow, nawet dzis sie tam pewnie wybiore , zapale dla Maluchow i dla Twojej Kropeczki

sciskam Cie mocno i przytulam do serca

malgoncia
Odpowiedz
#88
Edytko,
mam nadzieje, ze przeczytalas maila od Moniki Wuchowej i skany aktow prawnych, ktore Tobie wysłalam na priva. W Twoim przypadku to szpital musi wyslac pisemne zgloszenie urodzenia dziecka do urzedu stanu cywilnego. A ten na podstawie zgloszenia ze szpitala wystawia akt urodzenia z adnotacja, ze dziekoc urodzilo sie martwe. Nie przejmuje sie okresem trzech dni w usc, bo to szpital, jest zobowiazany je przeslac w wymaganym terminie. W moim przypadku, szpital nie dotrzymal terminu trzech dni i przeslal dokumenty do usc po 3 miesiacach!
Musisz byc silna, bo prawo jest po Twojej stronie, ale Ty, niestety, musisz udowodnic dyrekcji szpitala, ze tak jest.
Jesli masz problem ze zrozumieniem przepisow, pisz.Pomozemy Tobie.
Trzymaj sie
Odpowiedz
#89
Edytko,

tu na forum jest kilka mam, ktore samotnie stoczyly walke o prawo do rejestracji dziecka bez pomocy/wsparcia meza.
Ludziom czasami sie wydaje, ze \'posiadanie\' groby to rozdrapywanie ran, niepotrzebne wracanie do tego, co boli. A w wiekszosci przypadkow, paradoksalnie, wlasnie pogrzeb, czy grob dziecka - pomaga przezyc zalobe.

To normalne, ze po smierci dziecka pojawia sie smutek. Pytanie, co z nim zrobimy - bo mozna go zostawic w srodku, zdusic, udawac, ze go nie ma, a mozna go przezyc niejako na zewnatrz pozwalajac, zeby odszedl. Na to wszystko potrzeba jednak czasu. Wielu psychologow podkresla, ze nieprzezyta zaloba moze sie odezwac pozniej ze zdwojona sila.

Masz o co walczyc.

Monika
Odpowiedz
#90
nie wiem co mam robić wydaje mi się że jestem taka bez radna boli mnie głowa serce nie mogę jeść jedyne co mnie trzyma to fajki i kawa no i przedewszystkim wasze słowa i wasza pomoc mąż powiedział że jak tak dalej będzie to będzie musiął mnie oddać na jakieś leczenie bo mamy w domu trzy córki i one mnie też potrzebują a ja nie mam siły na nic nie chce mi się nic siedze cały dzień przed kompem i wyje a w nocy zamiast spać to też wyje nie wiem czy długo tak dam rade
Odpowiedz
#91
edytko, malgonciu, dziekuje za wasze słowa, wiele znaczą...
dziekuje za światełko...
edytko z całych sił życzę ci by sie udało!
Odpowiedz
#92
Odkopałam wątek mojego męża, który tak dzielnie walczył o pochowanie Tamary, i który przeżył wspólnie ze mną prawdziwy koszmar... Dwa lata temu...

I nadszedł ten dzień...
Ktoś powiedziałby, że to już aż DWA LATA, a ja dziś jestem zalana łzami i nie pomagają kopniaki, które mi serwuje od czasu do czasu owoc mojej olbrzymiej wewnętrznej walki i zmagań z przeszłością.
Na pytanie, czy w moim przypadku czas leczy rany, odpowiem, że to może nie czas, tylko wszystkie wydarzenia, które nastąpiły przez ostatnie dwa lata i które działały niejako jak balsam pokrywający ranę po odejściu Tamary.. Ale blizna pozostała. Brzydka i sącząca się od czasu do czasu.

Nie mam słów, by wyrazić, czym jest syndrom matki dziecka z wadą letalną, dziecka bez główki, dziecka, które nigdy się we mnie nie poruszyło, dziecka, którego ruchu nie poczułam do końca jej życia... Nie mam dziś także słów, by wyrazić jasno, co czułam po usłyszeniu tragicznej diagnozy. Nie potrafię też opisać odpowiednimi słowami, co to znaczy być mamą po terminacji. Wciąż pamiętam horror, jaki mi zaserwowano w szpitalu...

\"Decyzji\" swojej nie żałuję, choć mam wciąż żal do lekarzy, że postawili mnie przed faktem \"ciąża do terminacji\" i że nikomu nie przeszło nawet przez myśl, by zapytać mnie o takową. Pewnie bym taką podjęła, ale byłby to świadomy wybór, a nie bezwiedne poddanie się woli lekarzy w chwili największego otumanienia w moim życiu.

Wiem, że na tym forum ze strony olbrzymiej większości mam zrozumienie i wsparcie i za to Wam dziękuję. Nigdy nie zapomniałam i nie zapominam o wszystkim dobrym, co od Was usłyszałam. To naprawdę dużo.

Dziś z mojej rodziny, tylko moja Mama pamiętała tę datę. I kilka towarzyszek niedoli, między innymi Madness... Dziękuję Ci, Kamilko. Nie wiesz, ile dla mnie zrobiłaś i ile wciąż robisz. A to wciąż potwierdza moją teorię, że ludzie mający tak inny system wartości i kierujący się tak innymi ideami czy poglądami jak my, potrafią się wspaniale dogadać i znaleźć więcej tego, co łączy, niż dzieli..

Dla mojej Tamarki, zawsze pamiętający Mama, Tata i starsza siostra Sara....

(*)(*)(*)
Odpowiedz
#93
kochana,wiesz ja dzis rano rowniez odkopalam ten i inne watki twojego meza. przeczytalam je i chcialam cos do nich dopisac zebys wiedziala ze pamietamy, ze jestesmy z toba... ale to nie jest takie proste. wlasnie dlatego ze tak jak piszesz trudno sobie wyobrazic co czuje matka, ktorej dziecko mimo iz zyje w jej lonie, nie porusza sie, nie daje znakow ze zyje, nie ma glowki i buzi, ktorej tak wypatruje kazda mama zeby juz na pierwszym usg dopatrzec sie podobienstwa do siebie lub meza...
tak bym chciala cos ci powiedziec, jakos dodac otuchy i sil ale czuje sie bezsilna, po ludzku niewiem co moge dla ciebie zrobic. siedzimy wlasnie razem przy kompie, mamy wlaczonego skypa, moglybysmy pogadac a ja niewiem co ci powiedziec mimo ze tak bardzo chce...
jak zawsze zapewniam ci o mojej pamieci i modlitwie, nie tylko dzis w tym smutnym dniu ale zawsze. to chyba najwiecej na co mnie stac.
(*)
Odpowiedz
#94
Beatko tak strasznie mi przykro. Dzielnego masz meza! Dla Twojego Aniolka (*) Przytulam Cie bardzo mocno
Odpowiedz
#95
Beatko ... dla Waszej córeczki [*] ... to \"już\" dwa lata ... pamiętam wpis Twojego męża jakby to było wczoraj ... wszystkiego dobrego dla Was
Agata
Odpowiedz
#96
Beatko, to już dwa lata...Jak ten czas szybko leci. Ty, jak piszesz, nie miałaś wyboru, jeśli chodzi o podjecie decyzji. A gdybyś miała, to pewnie, byś się na terminację, zdecydowała. Szanuję Twoja \"decyzję\", jaką ewentualnie byś podjęła. Ja, chociaż nie zdecydowałam się na terminację ciąży, pamiętam, jak dziś, ile musiałam \"nawalczyć sie\" z lekarzami o uszanowanie mojej decyzji. :evil: To było, jak walka Don Kichota z wiatrakami.
Przykro mi, bardzo, z powodu odejścia Tamarki.
Nie wiem, czego mogę Ci życzyć, chyba dużo zdrowia dla całej Waszej rodzinki.
Odpowiedz
#97
Pamiętam, jak płakałam czytając Twoje pierwsze wpisy. Dla Tamarki (*)
Odpowiedz
#98
Dziekuję Wam,
przepłakałam na razie dzisiejszy dzień, siedząc przed komputerem i leżąc wedle zaleceń lekarza. Chciałam coś zrobić, ale się nie udało. Mam żal do losu. Mam żal do lekarzy, że wykorzystali moje otumanienie i potraktowali moją ciążę jak chorobę. Dziś mówię, że pewnie bym podjęła taką decyzję, ale w głębi duszy, to zawsze powtarzam, że nie wiem, co bym zrobiła, bo to wcale nie jest takie proste. Jak czytam osoby, które nigdy nie stanęły przed taką diagnozą i tak dziarsko krzyczą, żeby nie podjęły się terminacji w imię różnych wartości, albo żeby na pewno podjęły taka decyzję bez zastanowienia, to mnie ogarnia przysłowiowy śmiech. Każda decyzja jest ciężka. I Agik to wie, choć Marysię urodziła w jej naturalnym terminie. Ból ten sam...
Odpowiedz
#99
Beato,
dla Tamary (*)
Odpowiedz
Tak, Beatko, kochana wiem. Zgadzam się z tym, co piszesz. Może nie powinnam tak się uzewnętrzniać. Może...
Ja, z wykształcenia, teolog, \"wiedziałam\", jaką podjąć decyzję, gdyby kiedyś spotkało mnie nieszczęście, a moje dziecko miało wadę śmiertelną. \"Wiedziałam\", miałam duża wiedzę. Przecież poddanie się terminacji, to coś złego, potworne postępowanie wobec swojego dziecka...
Taaaaak...hmmmmmmm...Dopiero, jak sama stanęłam \"oko w oko\" z koniecznością dokonania wyboru, przestałam już być tak pewna. Uleciała cała teoria zdobyta na studiach.
Decyzji o terminacji nie podjęłam z różnych względów, o których nie chce w tej chwili pisać.
Namotałam, jak kot, który bawi się kłębkiem wełny.
Chodziło mi o to, żeby podkreślić fakt, iż wiele osób wie, jakby postąpiło, gdyby znalazły sie w jakiejś sytuacji( czytaj teoria). Natomiast jaką decyzje podejmą, jeśli już w danej sytuacji się znajdą(praktyka).
Sorry za powtórzenia i przynudzanie. Piszę na \"gorąco\". Ale mi para z uszu bucha, tak sie \"naprodukować\". Ufffffffff
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości