Poronienie - Wina decyzji lekarza ?
#1
Witam serdecznie.

Na początku tego tygodnia wraz z narzeczoną z dumą patrzyliśmy na długo wyczekiwany wynik pozytywny testu ciążowego.
Dzień później byliśmy już u ginekologa na NFZ, który ku naszemu zdziwieniu rozłożył ręce i stwierdził że "nic nie widzi" i odesłał nas na kolejną wizytę 2 tygodnie później. Stwierdziliśmy wspólnie, że tak ważne sprawy jak ciąża należy badać sumiennie i udaliśmy się do ginekologa prywatnie.

Lekarka po badaniu USG stwierdziła ciąże, jednak zwróciła uwagę ze zarodek jest mniejszy niż być powinien wg. wyliczeń i skierowała nas na bHcg. Wypisała również skierowanie do szpitala i zaznaczyła dobitnie, że GDYBY coś się działo to od razu mamy jechać bez szemrania.
Przykladnie zrobiliśmy bHcg, nastepnego dnia wyniki i niby super wg. tabeli mamy 3/4 tydzien ciąży. Szybki telefon do p. ginekolog, żeby zdać jej relacje z wyników. Lekarka porównała sobie wynik bhcg z wielkością zarodka jaki widziała i stwierdziła ze trzeba bedzię udać sie na badanie jeszcze raz po upływie 2-ch dni. Niestety tego już razem nie doświadczyliśmy, kilka godzin po telefonie narzeczona dostała krwotoku, lekkiego co prawda ale dużo nie myśląc wpakowałem ją w samochód i do szpitala.

Lekarz dyżurny z izby przyjęć po wręczeniu skierowania i wysłuchania opisu sytuacji był zaskoczony że dopiero teraz się zgłaszamy. Kiedy usłyszał ode mnie, że zaleceniem p. ginekolog było pozostanie w domu do momentu aż się coś wydarzy zrobił minę jakby pierwszy raz coś takiego widział. Przyznam się, nie czytałem co było napisane na tym skierowaniu bo z góry założyłem ze lekarz wie lepiej i jezeli tak mówi to tak ma być. Nie mam pojęcia jaką diagnozę p. ginekolog tam wpisała, jednak patrząc na reakcje lekarza dyżurnego w takim przypadku powinniśmy być na oddziale już dawno temu.

Narzeczona została przyjęta od razu, bez problemów. Skierowano ją na bhcg i usg. To pierwsze pokazało wynik rosnący od poprzedniego, jednak lekarz na USG stwierdził że zarodka nigdzie nie widzi. Kazali nam czekac, szczerze powiem ze nie wiem na co bo cały dzien tak na prawdę nikt sie nami nie interesował i tak minęła cała sobota.
Dziś rano zwolniłem się z służby i jadąc do szpitala dowiedziałem się, że prawdopodobnie już po naszym małym szcześciu. Narzeczona z samego rana miała mocne krwawienie podczas pobytu w toalecie, po czym została wzięta na badania które tylko potwierdziły nasze obawy. Zarodka nie widać a bhcg spada. Po wszystkim dostała kroplówkę która ma pomóc w oczyszczeniu jak to ładnie ujęli "tego co zostało" i koniec, zostaje na obserwacji.
Trudno nam się jest pogodzić ze stratom, mnie jednak dręczy pytanie czy jeżeli ginekolog miał jakieś wątpliwości to nie powinien nas od razu skierować do szpitala, zamiast mącić nam w głowie?
Czy lekarze w szpitalu nie powinni wykazać większego zainteresowania i po przyjęciu przenieść narzeczoną na podtrzymywanie ciąży ? W końcu wtedy jeszcze bhcg rosło, aż do momentu tego drugiego krwawienia.
Co o tym sądzicie, jak dla mnie obie strony wykazały raczej mały profesjonalizm.
Czy warto w ogóle poruszać sprawę w NIL ?

Z góry dziękuje tym co dotrwali do końca postu, proszę o rady i liczę na konstruktywną krytykę.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#2
Przykro mi z powodu Waszej straty.
Wydaje mi się jednak, że lekarz nie popełnił błędu-to, że zarodek jest mnijszy niz powinien nie oznacza, że musi być z nim coś nie w porządku, równie dobrze owulacja mogła nastąpić później niż zwykle i jest po prostu młodszy, wiec mniejszy. Jeśli narzeczona nie miała wcześniej krwawień, plamienia to moim zdaniem i tak nikt by jej do szpitala na tak wczesnym etepie nie przyjął, też pewnie zalecili by kontrolę bety za 2 dni
Odpowiedz
#3
3-4 tc od ostatniej miesiączki czy od owulacji? Bo jak od miesiączki to nie wiem skąd zdziwienie że nie ma zarodka na usg, to zdecydowanie za wcześnie i raczej żaden lekarz nie wysyła przez to do szpitala. A w szpitalu jedyne co mogli zrobić to dać progesteron.. I to juz mogła zrobić lekarka, albo chociaż wysłać na badanie progesteronu. Tylko że to nie musiało wcale pomóc, jeśli zarodek by się źle rozwijał to progesteron zatrzymałby poronienie i trzeba by je wywoływać.
Bardzo mi przykro z powodu Waszej straty.
Odpowiedz
#4
Piwny, liczysz na konstruktywną krytykę - kogo lub czego?
To, że zarodek jest nieco mniejszy niż powinien nie stanowi powodu kierowania do szpitala, w jakim celu? Na etapie wczesnej ciąży robi się badania BHCG i obserwuje obraz na usg i tyle. Chyba, że się dzieje coś złego - plamienie, krwawienie, odklejanie kosmówki - to co innego, a takie coś nie miało miejsca, więc...?

Współczuję straty, ale raczej krytyki nie usłyszysz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości