Skarga na szpital?
#1
Nie jestem zadowolona z opieki w szpitalu, w którym roniłam. Totalne chamstwo lekarzy+brak opieki i leżenie godzinami w kącie jak pies. Czy któraś z Was złożyła skargę na odział lub szpital? Do kogo ją skierować? Rzecznika praw pacjentów, NFZ, rzecznika odpowiedzialności zawodowej? Czy którejś z Was skarga odniosła jakikolwiek skutek?
Proszę o radę, podzielcie się doświadczeniem.
Odpowiedz
#2
Del doskonale Cię rozumiem, ja też ostatnio przeżyłam koszmar w szpitalu, nikt się mną nie interesował, a na dodatek wyśmiewali się ze mnie, że przyszłam i wymyśliłam sobie ciążę, powiedzieli, że w żadnej ciąży nie byłam bo mam macicę nie ciążową, totalny koszmar, brak opieki Sad ja nie złożyłam skargi, choć powinnam, bo czułam się poniżona, lekarz nie powinien śmiać się z pacjentki Sad
Odpowiedz
#3
Ja napisałam skargę, wyślę ją pewnie niedługo. Czuję się bardzo niekomfortowo z tym, ale jednocześnie uważam, że powinnam. Nie wiem czy to coś zmieni, ale mam nadzieje, że ta skarga zawstydzi tego lekarza chociażby w połowie tak, jak on upokorzył mnie.
Odpowiedz
#4
Mnie jeden z lekarzy też tragicznie potraktował, oczywiście pierwszy odruch - napisać skargę, jednak po chwili do mnie dotarło że wszyscy którzy byli podczas badania (pielęgniarki, chyba drugi lekarz, studenci) patrzyli na niego z politowaniem na mnie ze współczuciem że muszę tego słuchać. Dotarło do mnie że wszyscy tam doskonale wiedzą że to kretyn tylko z jakiegoś powodu jest tam chroniony i skarga nic nie da. Potem jeszcze rozmawiałam z jedną pacjentką, która powiedziała że niestety ale w państwówce tak jest że ciężko kogoś zwolnić bo są takie przepisy że zwolniony ma masę praw odwołania skarg itp że to się nie opłaca. Mówiła że sama pracuje w szkole i jest to samo, że ci beznadziejni nauczyciele są nie dla tego że dyrekcja jest ślepa, tylko dla tego że strach ich zwalniać.
Sama w bliskim otoczeniu widziałam sytuację jak zmniejszono etat jednej osobie pracującej w państwówce, ta się odwołała, dostała odszkodowanie i została zatrudniona ponownie na cały etat.

Przykro mi że nie poprę was optymizmem, ale wole żebyście się nie zdziwiły jak wasza skarga od razu w koszu wyląduje Sad
niestety ale jak już coś to chyba tylko mediami można coś zdziałać.
Odpowiedz
#5
Miminko w momencie kiedy lekarz mnie doprowadził do łez też była co najmniej trójka innych ludzi: lekarz, pielęgniarka ktoś tam jeszcze i dobrze wiem, że oni czuli, że to co powiedział nie jest ok, bo ten inny lekarz starał się to wyprostować. No ale to był ich przełożony, z wyższym stopniem naukowym etc. Ale nawet taki koleś ma swojego przełożonego, albo NFZ, który kontraktuje jednostki. Nie wiem czy skarga odniesie skutek, obawiam się, podobnie jak ty, że nie. Ale myślę sobie, z drugiej strony, że nawet jeśli ktoś kto kieruje szpitalem wie, że X to cham ostatni, dopóki nie otrzyma skargi, nie ma żadnych narzędzi, żeby tego kogoś zdyscyplinować. Nie ma skargi, nie ma problemu. Jak wpływa pismo urzędowe muszą na nie odpowiedzieć. Nie wiem, mój wpis był wyświetlany kilkadziesiąt razy, nikt nie napisał o skardze, więc może naprawdę się łudzę, że to ma sens. Zobaczymy, dam Wam znać. Ale jakby ktoś, coś miał jakąś radę, będę wdzięczna.

Martynka czytałam na Twoim wątku o pobycie w szpitalu - faktycznie taka sama historia. Przykro mi. Ja się pogodziłam ze stratą (prawie, żyję i funkcjonuję) ale nie mogę się pogodzić z tym, jak potraktowali mnie w szpitalu. To są jakby dwie odrębne sprawy.
(Thu, 28 Maja 2015, 06:58:44)martyna29 napisał(a): Del doskonale Cię rozumiem, ja też ostatnio przeżyłam koszmar w szpitalu, nikt się mną nie interesował, a na dodatek wyśmiewali się ze mnie, że przyszłam i wymyśliłam sobie ciążę, powiedzieli, że w żadnej ciąży nie byłam bo mam macicę nie ciążową, totalny koszmar, brak opieki Sad ja nie złożyłam skargi, choć powinnam, bo czułam się poniżona, lekarz nie powinien śmiać się z pacjentki Sad
Odpowiedz
#6
Del, a gdzie w końcu tą skargę wysłałaś? Tylko do dyrekcji szpitala, czy też do Rzecznika Praw Pacjenta?

Ja jestem za pisaniem skarg, gdy coś rzeczywiście złego się stało. Byłam świadkiem sytuacji w szpitalu, gdy przełożony chciał zwolnić pracownika, tylko nie miał "podkładki". Gdy przyszła osoba, żeby się na tego pracownika poskarżyć, została poproszona o złożenie skargi na piśmie. W efekcie pracownik nie był zwolniony, tylko przesunięty, ale jakieś działania podjęto.
Odpowiedz
#7
Jeszcze nigdzie nie wysłałam, chce odebrać wypis jutro ze szpitala (chcę dołączyć dok med), bo nie mogłam tam jeszcze pojechać, nie miałam siły, ale zamierzam wysłać w poniedziałek. Pomyślałam, że wyślę wszędzie do nfz, izby lek, ordynatora. Nie mam wielkich nadziei, ale może coś sie jednak wydarzy.
Odpowiedz
#8
del, jeśli mogę coś podpowiedziec, w lutym skladalam skargę na położną z rejonowej przychodni. Wysłałam ją mailem do departamentu skarg NFZ i bezposrednio do dyrektora przychodni. Bardzo szybko dostałam z NFZ odpowiedź, że przesyłają skargę do przychodni z prośbą o wyjaśnienie. Potem przyszły dwa pisma, z NFZ i przychodni, w których mnie przeproszono, potwierdzono, ze mialam prawo do świadczeń, których mi odmówiono i że przeprowadzono rozmowę dyscyplinujaca z położną. Dla mnie to było wystarczające. Nie jest więc tak, że Twoja skarga trafi do kosza. Dobrze robisz. To właśnie przez to, że pacjenci nic nie robią personel medyczny czuje się bezkarny.
Odpowiedz
#9
queenanne , dzięki ci dobra kobieto za to info. Nie mam złudzeń, że system wybuchnie, ale chciałabym wiedzieć, że robię to w jakimś celu.
Odpowiedz
#10
Może to kogoś zainteresuje-jak wygląda spraw składania skargi na szpital.
list od NFZ oddział regionalny- odpowiedź, że nie zajmują się tą sprawą ponieważ nie działa tam już rzecznik praw pacjenta
lis z izby lekarskiej --> odpowiedź dostałam, że zakładają sprawę i wyznaczyli mi termin składania wyjaśnień
list do dyr szpitala i kierownika oddziału - jeden list od dyrekcji, wszystko było zgodnie z procedurami, ale bardzo mnie przepraszają, jeśli z powodu "stresu związanego z utratą ciąży poczułam się dotknięta". Widać, że pisał to prawnik, taki prawniczy bełkot to był --> wysłałam odpowiedź, że poczułam się dotknięta brakiem procedur, jeszcze raz ustosunkowałam się do pisma, które dostałam i przesłałam je do Izby lekarskiej, rzecznika odpowiedzialności zawodowej z prośbą o dołączenie do moich akt.

Warto składać skargę, myślę, że szpital się trochę "pokichał" mimo wszystko.
Odpowiedz
#11
del, możesz wysłać jeszcze do krajowego i wojewódzkiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa (nie wiem skąd jesteś). Na moją skargę Krajowy jeszcze nie odpisał, ale dzwonił z prośbą o uzupełnienie świstków. Możesz do Rzecznika praw pacjenta - na stronie mają formularze (drukujesz, wypisujesz, wysyłasz). Więcej chyba opcji nie ma.

Co do samego składania skarg, owszem zazwyczaj nic to nie daje, dostaje się tylko "odpowiedź typu standard dla frajera", ale jak będziemy milczeć to nigdy nic się nie zmieni. Ja póki mam siły też piszę i choć każdy list polecony 4,20zł kosztuje lub ze zwrotką 6,10zł to chcę dociec prawdy.

Del nie wiem czy to jeden szpital czy sieć szpitali - teraz wszystko się prywatyzuje... trzeba pogrzebać, bo u mnie jest tak:
Klinika położnictwa Gdańskiego uniw. med jest częścią Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, w którego skład wchodzi masa innych jednostek, które podzatrudniają jeszcze kolejne.... W związku z tym w sprawie zaginięcia mojej Basi napisałam skargę do kierownika kliniki, odpowiedź nie byłą na pytanie, więc napisałam do dyrektora naczelnego UCK skargę na klinikę i patomorfologię. Prócz tego napisałam do rzecznika, krajowego konsultanta, ministra zdrowia, prokuratury. Województwo pomorskie nie ma wojewódzkiego konsultanta...
Odpowiedz
#12
Czy podstawą skargi na szpital może być to, że szpital nie oddał do badania histopatologicznego łożyska, pępowiny i błon płodowych bez informowania mnie (i bez mojej zgody oczywiście, bo nigdy bym się na to nie zgodziła, wolałabym sama zapłacić za to badanie, gdyby to na mnie wymusili) oraz w badaniu dziecka napisał, że nie pobrano próbek do badania histopatologicznego, bo maceracja tkanek była średniego stopnia (co jest bzdurą, bo dostali dziecko 2 dni po porodzie, zrobili badanie 2 dni po, ale my widzieliśmy je 3 dni po porodzie i żadnej maceracji nie było). Był to porób w 7 miesiącu (27 tc, jak zgłosiłam się do szpitala, nie było już akcji serca, ale musiała ustać tego samego dnia).
Podczas samego pobytu w szpitalu pojawiły się inne zaniedbania, jak to, że odmówiono mi przeniesienia do sali porodowej, zaczęłam rodzić na oddziale z 2 innymi osobami w sali, a skończyłam w pokoju badań na fotelu ginekologicznym (oczywiście w dokumentacji napisali potem co innego, bo nie dostaliby pieniędzy za poród), nie informowano wystarczająco, nawet do karty wypisu nie przepisano mi wszystkich badań, dopiero musiałam się upomnieć o ksero. Niewybrednych komentarzy nawet nie uwzględniam.
Efekt jest taki, że nie znam przyczyny obumarcia ciąży, nie mam za bardzo prawa do badań, bo badania łożyska, które mogło coś wykazać, nie było. Robię badania prywatnie. Lekarze zalecają, oczywiście, starać się od nowego roku i nie robić badań, ale przyciśnięci, mówią o badaniach (bo nie muszą ich zlecać?).
Dopowiem od razu, że nie zależy mi na przeprosinach. Jeśli to możliwe, to chciałabym jednak uzyskać pokrycie kosztów badań, które teraz prywatnie wykonuję. Myślicie, że jest jakaś szansa na to, czy nie warto? Dodam, że akurat rodziłam w innym województwie niż mieszkam (choć w tamtym mam stałe zameldowanie) i tam konsultantem jest akurat ordynator tego szpitala. Może więc nie ma sensu cokolwiek robić.
Odpowiedz
#13
Bajkowa, polecam zadzwonić na infolinię biura rzecznika praw pacjenta myślę że coś podpowiedzą. Teraz możesz napisać do szpitala skargę i lub żądanie wskazania kiedy i jak i z czego robione są badania hist-pat. Na pewno szpital ma jakieś procedury. Powodzenia!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości