błąd ginekolog - odszkodowanie
#1
Witam. Od dwóch miesięcy jestem mamą aniołka. Zuzia urodziła się 6.07.2014 w 29 tygodniu ciąży. Może zacznę od początku. Zaszłam w ciążę w grudniu. Od razu zaczęłam chodzić do Pani ginekolog systematycznie. Badane miałam ciśnienie na każdej wizycie i wagę. Po 6 miesiącach przytyłam około 3 kg. Pani ginekolog stwierdziła, że waga w normie. Wzrosło również ciśnienie, nie dużo bo 135/90 ale od początku ciąży miałam 120/75. Jak się okazało był to pierwszy sygnał gestozy. Przez dwa tygodnie spuchłam jak balon, jednakże za chwilę mi przeszło. Po tym wszystkim zaczęłam się źle czuć. Bolały mnie plecy, mostek, męczył kaszel, nieprzespane noce. Zadzwoniłam do Pani ginekolog i powiedziała, że w ciąży tak się zdarza i muszę przecierpieć albo brać paracetamol ale on i tak pewnie mi nie pomoże. Gdy po paru dniach poszłam na wizytę do Pani doktor okazało się, że mam ciśnienie 160/100, a do tego sporo białka w moczu. Na moje bóle nie zareagowała. Kazała położyć się na łóżku i zrobiła USG. Od razu zauważyłam, że jest coś nie tak. Zuzia leżała, dosłownie mówiąc wisiała i nie ruszała się. Głowę miała zwróconą w dół... Serduszko jeszcze biło. nie było słychać tylko widać. Po zrobionym USG Pani doktor skomentowała, że wystraszyła się braku ruchów ale na pewno dziecko śpi bo serduszko bije. Ciśnieniem mam się nie przejmować, zmierzyć sobie jeszcze raz w domu i jak będzie się wysokie utrzymywało zgłosić się do internisty. Cała wizyta odbywała się w piątek. W sobotę pojechałam do szpitala bo ciśnienie nie malało, a ból pleców i w mostku był tak przeszywający, że ledwo dawałam radę. W szpitalu stwierdzili, że dziecko umarło. Nie było słychać bicia serca, a wymiary płodu wskazywały na 24 tydzień ciąży. Okazało się, że mam zaawansowaną gestozę czyli zatrucie ciążowe. Do konsultacji mojego przypadku został wezwany jeszcze jeden lekarz. Po zrobieniu badań stwierdzili, że dobrze byłoby żeby urodzić siłami natury więc wywołali poród. Urodziłam Zuzię. Była cała sina... Żałuję, że nie wzięłam jej na ręce, nie przytuliłam. Po tym wszystkim leżałam jeszcze parę dni w szpitalu. Doktor na wizycie powiedział, że było ze mną bardzo źle. Moje narządy powoli \"wysiadały\". Od razu powiedzieli, że był to ewidentny błąd lekarza prowadzącego. Nie dowierzali, że w takim stanie i z takim ciśnieniem mogła wypuścić mnie do domu.

Chciałabym oskarżyć ją o zaniedbanie mojego przypadku i doprowadzenie mnie do takiego stanu. Nie wiem jednak czy mam jakieś szanse. Proszę o jakąś poradę w mojej sprawie. Nie mam już sił na walkę, jednakże gdy pomyślę o Zuzi, że to przez nią umarła, a i ja mogłam odejść razem z nią, nie popuszczę. Jest lekarzem już wiele lat, a mnie doprowadziła do stanu krytycznego....
Odpowiedz
#2
Po pierwsze, składam na Twoje ręce kondolencje z powodu strat córeczki. Nie dręcz siebie, że nie wziełaś malutkiej w ramiona. Wiele kobiet tego nie zrobiło. Te emocje, ten szok...i zagubienie.....bo przecież miałyśmy tulić żywe dzieci a nie te martwe. Też chciałabym cofnąć czas aby móc chociaż je pogłaskać.
Co do Twoich pytań to moim zdaniem wina lekarza jest ewidentna. Problemem może być udowodnienie tego. Czy miałaś wpisywane wszystkie pomiary ciśnienia chociaż w Twoją kartę ciąży? Pytanie jest też, czy lekarz prowadzący Twoją ciążę ma pełną dokumentację odnośnie Twojej ciąży. Mój np pierwszy pozbył się całkowicie wszystkiego.
Jak się nie mylę to możesz zacząć od rzecznika praw pacjenta, ja tam dzwoniłam i kobieta była naprawdę wspaniała. Ja tylko opowiedziałam moją historię, zabrakło mi odwagi aby oficjalnie złożyć skargę.
Odpowiedz
#3
Ciężko jest się nie zadręczać. Wytłumaczyć sobie dlaczego tak się stało i przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego akurat mi musiało się to przytrafić.
Co do dokumentacji to wszystko prowadziła, a książeczka wypełniana była pomiarami. Na pewno nie wyrzuciła nigdzie mojej karty bo wydaje mi się, że o niczym nie wie. Ona jest z Krakowa, a ja urodziłam w innej miejscowości więc mogła się nie dowiedzieć. Dałam zlecenie adwokatowi ale ponad miesiąc już minął i cisza. Na pewno wolałabym, żeby ktoś za mnie to zrobił jak adwokat. Dostanie pełnomocnictwo i niech robi co może. Sama bym nie dała rady i tak jak Ty pewnie zabrakłoby mi odwagi. Mimo krzywdy jaką mi wyrządziła nie chcę jej robić problemów, jednak moja rodzina jest nieugięta i powiedziała, że nie daruje jej. Pewnie mają rację. Ja na razie mam głowę w smutku i o niczym innym nie myślę...
Odpowiedz
#4
Witaj,
jestem bardzo ciekawa jak potoczyła się twoja sprawa bo sama się zastanawiam o oskarżenie mojego ginekologa ale podchodzę do tego z dystansem i wiem ze mogę stracić tylko pieniądze i nerwy a nic nie zyskać....
Odpowiedz
#5
Witaj Kinio 0071. Dopiero przeczytałam Twoją wiadomość. Jeżeli nadal jesteś zainteresowana moim losem daj znać.
Podam Ci maila krymcia@gmail.com
Odpowiedz
#6
krymcia a czy miałabyś możliwość choc po krotce napisać tutaj? myślę że wiele kobiet jest ciekawa czy można wygrać w sprawach takich zaniedbań.
Odpowiedz
#7
Myślę, że tak Smile

Moja historia nadal się toczy ale opowiem Wam  po kolei co się działo...

Do złożenia zawiadomienia o przestępstwie ( błędzie lekarza ) namówiła mnie moja mama. Wcześniej spotkała się z adwokatem, opowiedziała mu całą historię i zapytała czy jest jakakolwiek szansa na wygranie sprawy. Mi nie chodziło o ukaranie jej ale o to żeby przemyślała swoje zachowanie. Nie jestem człowiekiem, który zrobi cokolwiek złego drugiemu człowiekowi ale zgodziłam się na zawiadomienie w prokuraturze. Prokuratura po rozpatrzeniu wniosku podjęła decyzję o wszczęciu postępowania. Dodam, że działo się to w październiku 2014 roku. Zbieranie wszystkich danych, przesłuchiwanie świadków, analizę, oczekiwanie na opinię biegłych itp. itd. zajęło ponad 3 lata. W tamtym roku w październiku czy nawet w listopadzie prokuratura przekazała sprawę do sądu. Pierwsza rozprawa była na koniec maja i przesłuchiwana była moja lekarka. Jutro miała być kolejna rozprawa na której zeznawać miałam ja i mąż ale sędzina się rozchorowała wszystko przesunęło na październik. Oczywiście jestem świadoma, że będzie się to ciągnąć bardzo długo ale nie zależy mi na czasie tylko na sprawiedliwości.

Pani ginekolog do której chodziłam oczywiście się broni na wszystkie sposoby ale to było do przewidzenia.

Nie wiem czy pomogłam ale wydaje mi się, że warto walczyć o sprawiedliwość. Lekarze myślą, że wszystko ujdzie im na sucho ale to oni powinni o nas dbać. W końcu się tego uczyli i jeżeli leczą ludzi to niech wezmą odpowiedzialność za swoje błędy a nie liczą że ujdą im na sucho. Liczyłam, że moja lekarka chociażby zadzwoni, przeprosi, porozmawia, zapyta jak się czuje, a tu cisza.

Nie żałuję podjętej decyzji. Wynik nie jest dla mnie ważny, mam tylko nadzieję, że skoro tak daleko to wszystko zaszło, przemyśli parę rzeczy i skupi się na pacjętkach bardziej i nad swoimi decyzjami. A jak nie to niech się douczy skoro nie wie wszystkiego.

Mam nadzieję, że coś pomogłam.
Odpowiedz
#8
Daj koniecznie znac co nedzie dalej
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości